- W porządku - ogłosiła, gdy tylko usiedli przy stole. - Quincy, co jest grane?

- Potem na przyjęciu oznajmię, że ty i Robert się zaręczyliście.
- Nie powiedziałem, że je zniszczyłaś, tylko zmieniłaś - przerwał jej pospiesznie. -
- Posłuchaj, księżniczko. Mogę pożegnać się z pracą, ale dopóki ją mam, będę robił, co do mnie należy. Przygotuje mi pani listę gości i listę pracowników, a ja ich przesłucham. I radziłbym współpracować z nami, bo inaczej będzie pani odpowiadać za utrudnianie dochodzenia. Czy to jasne?
- Ale może...
Nachylił się ku niej.
Spoglądał na mrowiących się wokół ludzi, na kobiety popijające herbatę na tarasie, na portierów i objuczonych torbami z zakupami boyów. Od wszystkich bił blask, skrzyły się upierścienione dłonie dam, nadgarstki i mankiety panów. Nieskazitelny tłum.
Bryce zamknął ją w objęciach i pozwolił się wypłakać.
Czuł się podle, nie potrafił odwzajemnić jej pragnień, jej czułości i troski. Za bardzo lgnęła do niego, by mógł ją pokochać. Czuł się także w jakiś sposób za nią odpowiedzialny i tego nienawidził jeszcze bardziej.
Ruszyła w kierunku samochodu, licząc kroki. Z każdym następnym czuła, że zostawia za sobą kolejny fragment przeszłości. Rzeczy minione odpadały płatami, niczym kawałki zbutwiałej materii ze starego, cuchnącego odzienia.
- Wszystko musi działać bez zarzutu. Tego właśnie ludzie oczekują po St. Charles. Nigdy nie zapominaj, jakie mamy zobowiązania
guwernantki. - Wyświadczy mi pani ten zaszczyt, panno Gallant?
- Tak, teraz. Proszę przygotować listę... dwunastu, no, powiedzmy, piętnastu
czarno. Kiedy się poruszył, błysnął śnieżnobiały fular.
Nagle dziewczynka puściła brzeg kanapy i chwiejnym krokiem podreptała do ojca. Niewiele brakowało, a straciłaby równowagę, lecz on chwycił ją w ramiona i roześmiał się uszczęśliwiony.

jej włosy. Pozwoliła głowie opaść do tyłu. Odsłoniła szyję. Ciepły oddech musnął jej

- Dobrze. - Przyjaciółka wstała z westchnieniem i podeszła do biurka. Wzięła do ręki
- To jeden z wielu błędów, które popełniłam, milordzie.
- Tak. A teraz wracajmy do nieobraźliwych sposobów wyrażania swoich opinii.

- Walczyła przed śmiercią. - Santos wręczył przyjacielowi kolejne zdjęcia dokumentujące siniaki na rękach, na plecach i ramionach. - Musiała się zorientować, co jej grozi.

Szli w milczeniu, bez żadnego konkretnego celu, ale znali miasto i mimo
Tak, kolejny piękny niedzielny poranek.
- Starego psa trudno jest nauczyć nowych sztuczek - wymamrotała we

Rozległ się pierwszy dzwonek i dziedziniec natychmiast opustoszał. Gloria ruszyła w stronę wejścia, ale Liz chwyciła ją za rękę.

nie w garniturze.
– Właśnie że ma. W rękach dobrego adwokata, Conner, znaczenie może mieć plakat
odtoczyła się na bok. Leżała metr od ciała swego oprawcy i patrzyła, jak nienawiść powoli